Dziewiąta róża
Nie mogę odpuścić
Jesteś każdą cząstką mnie
Przestrzeń dzieląca nas to tylko sen
~Amy Lee, Speak to Me
Szedłem dalej. A właściwie, zwiedzałem te same miejsca co wcześniej. Czułem się i zapewne wyglądałem jak trup. Nie miałem już siły tego ciągnąć. Każda kolejna sekunda nieustannego myślenia o niej sprawiała, że coś we mnie umierało. Chęć zaśnięcia i przebywania z nią, nawet jeśli tylko we śnie, starała się coraz to silniejsza. Chciałem znowu ją przytulić. Teraz. I usłyszeć jej śmiech, kiedy jej dokuczałem. Teraz. Chciałem, by powiedziała mi, że wszystko będzie dobrze.
Padłem na kolana, mając wrażenie, że ból wszystkich uczuć, które odczuwałem w tym momencie, żałoba, rozpacz, nieustająca chandra, przeniósł się na moje ciało. Wrzasnąłem i uderzyłem pięściami o kamienną posadzkę. Potem skuliłem się, oddychając ciężko. Zamknąłem oczu. Chciałem spać. Chciałem ją zobaczyć żywą. Mimo że umożliwiał mi to jedynie sen.
~ℛ~
Stałem przed gmachem Rutledge Asylum w oczekiwaniu na Alice, która miała zaraz wyjść. Jedenaście tygodni bez niej było koszmarne. Śniła mi się, obawiałem się, co mogą jej tam robić, że nie będzie taka jak wcześniej... Fakt, zmieniła się trochę, ale nie wyglądała tak, jak ją sobie wyobrażałem przez pryzmat czarnych scenariuszy.
Wyszła z budynku i gdy mnie zobaczyła, zaczęła biec. Złapałem ją. Przytuliła mnie, a ja ją podniosłem i okręciłem się z nią okół własnej osi. Jak na dziewiętnastolatkę, była niezwykle lekka, co zawsze pozwalało mi brać ją na ręce lub przerzucać sobie przez ramię, gdy mnie wkurzyła, lub nie chciała czegoś zrobić.
— Nawet nie wiesz, jak się stęskniłam — pisnęła, kiedy ją postawiłem na ziemię.
— Bo to przecież nie ty nawiedzałaś mnie we śnie i przecież nie zjadałem przez ciebie paznokci. — Przewróciłem oczyma.
— Fakt, nie było najlepiej, ale zawsze mogłoby być gorzej. — Uśmiechnęła się. — Najgorsze było to, że ciebie przy mnie nie było.
— Aha, czyli mnie również chcesz wsadzić do psychiatryka?
I pobudka. Ten cudowny czas powrotu do szarej rzeczywistości. Bez niej, bez naszej przyjaźni. Bez nas. Jedynie z zagadką, z pojawiającymi się nagle różami. Zamknąłem jeszcze na chwilę oczy. Żeby jeszcze na chwilę ją zobaczyć. A wtedy poczułem, jak ktoś kładzie mi coś na dłoni. Otworzyłem oczy i zobaczyłem różę. Potem rozejrzałem się i zobaczyłem uciekającą kobietę. Wstałem natychmiast i zacząłem krzyczeć, by zaczekała. Kiedy myślałem, że ją dogoniłem i już chciałem powiedzieć, że nie powinna uciekać, okazało się, że za ścianą wcale nie była ona. Tylko stara firana.
Oparłem się o ścianę i zsunąłem. Już mam dość. To dla mnie za dużo.
Alessia <3
OdpowiedzUsuńTo dla niego jest za dużo, a dla mnie to jakoś armagedon.
UsuńJa już chce ostatni rozdział!
Miałam tego nie pisać, ale nie mogę tak. Chce ostatni rozdział.
Inaczej nie przeżyje.
On cierpi. Ja cierpię.
Ja chcę wyjaśnień!
Cholera no!
Wiem, jestem okropna.
Te sny go kiedyś dobiją. Mnie też.
Chce następny!
Alessia
Malu <3
OdpowiedzUsuńEjejejejejejej
UsuńDawaj nexta :X
:CCCCC
BIEDNY :C
Dimon <3
OdpowiedzUsuńSpać nie mogę, to przeczytam rozdział! Hah
UsuńTo też dla mnie jest za dużo, tak jak dla Daniela. Chcę już poznać o co chodzi z tymi różami. Nie męcz mnie pls
Piękne wspomnienie z Alice. Daniel musi naprawdę za nią tęsknić. Tak mi szkoda. Psycho, zrób tam jakieś czary marry i przywróć mi Alice 😂
Cudowny 💕
Czekam z niecierpliwością na kolejną perełkę.
Pozdrawiam
Shrew ❤
Ania <3
OdpowiedzUsuńNo kurde, też bym chciała, żeby jakimś cudownym sposobem Alice wróciła.
UsuńJa i tak nie uwierzę w jej śmierć...
Nio, nio 😾
Ale kij mi do tego, więc przeczytam resztę i się dowiem co i jak (chyba się dowiem...) 😾